Archiwa kategorii: Świadectwo cierpienia

Gdy intencje idą źle

Czasami w pasmo porażek wplatam też mniejsze przewinienia na równi z tymi większymi. Nierzadko zrobię coś źle, nie wyjdzie z tego tragedia, ale zostawiam sobie ślad wewnątrz, jakby stało się coś więcej. Może to być zły nawyk, jednak słowa „Zostaw mnie” potrafią utkwić głębiej niż sam w siebie sięgam.

Nie kontroluję wszystkiego czego bym chciał, a nawet gdybym mogł straciłoby to całą esencję, którą już dysponuje. Ludzie nie rodzą się z żadną mocą by mieć do czego dojrzeć, a jeżeli nie dojrzeją do tego, nie mają prawa niczym rozdysponowywać. Tym samym kieruję się w swoim życiu, chociaż dojrzewam o wiele później niż moja „moc”.

W takich momentach wolę by czas trwał wolniej, by moja odpowiedzialność wraz z nim nie rosła tak szaleńczo. Każda rzecz, którą teraz robię, muszę pokrywać w pełni swoją odpowiedzialnością. Odpowiadam także za wydarzenia losowe, bo w mojej odpowiedzialności jest przewidzenie ich i zapobieganiu z jak największą precyzją. A jednak nie zawsze mi się to udaje i chociaż nie wyniknęła z tego większa krzywda dla innych, wyniknęła jakakolwiek krzywda dla mnie.

To nie tak, że ja chcę by się tak działo. Chcę pomóc. Gdybym pomógł tak jak chciałem, nie byłoby do mnie żadnego żalu. Prawdopodobnie nawet usłyszałbym stosowne „Dziękuję”. W porażce jednak liczyć można tylko na stosowne „Spierdalaj”. To nieco smutne, ale nie potrafimy ze sobą rozmawiać, liczyć się z intencjami drugiej osoby. I choćbym nie wiem jak chciał wytrwać w tym, że doceniam każdą intencję, sam także potrafię pokazać tylko kły wobec porażki innych.

Nie powiem, że każdy z nas tak ma. Uważam jednak, że duża większość. Naprawdę duża większość. Nie jest to już chyba dla mnie nic dziwnego. To taka nasza wewnętrzna przypadłość. Na pobudzenie jej składać się może nawet pogoda. Gdy doskwiera wysoka temperatura często jesteśmy rozdrażnieni. Do tego może dokładać się kiepska noc i nawet dzień tygodnia. Drażnią nas rzeczy codzienne. Los jest jedną z tych codzienności.

Największy gniew uwalnia się u mnie, gdy się boję. Potrzebowałem długiego czasu, żeby to zrozumieć, ale tak działam najwyraźniej. W obliczu strachu potrafiłem zwolnić wszelkie hamulce i wpaść w szał zapominając o otoczeniu. Do tej pory pomagał mi zawsze blog, ale nie zawsze mogę coś napisać. Widać to po ostatniej aktywności. Blog nie umiera, bo to nie pierwszy już raz, gdy długo milczę. Blog przeżywa tylko mój lepszy okres życia. Zmieniają go tylko pojedyncze porażki, ale nie wpływa na to, by wszystko poszło źle.

Mimo porażek często dawałem sobie radę zanim sięgnąłem po laptop i zaczałem pisać. Gdy problem się zaognia, a do laptopa się nie dostanę przez najbliższe dwie godziny, zostaje mi tylko rozwiązać go lub stosownie przyjąć. W obliczu rosnącego gniewu jednak nie jest tak łatwo. Została mi tylko medytacja. Chociaż nigdy w nią nie wierzyłem, zacząłem ją stosować ze skutkiem pozytywnym. Nie zapewni mi ona jednak wiecznego spokoju.

Muszę szukać przynajmniej jakiegoś bezpiecznika. Jeżeli już wszystko zawiedzie, to muszę mieć jakiś przycisk bezpieczeństwa. Potrzebuję czegoś, co uchroni moje otoczenie. Nie tyle przed moimi porażkami, ile przede mną. Po prostu przede mną. A wszystko to, bo nie potrafię podejść do sprawy dość dobrze. Odpowiedzialność wciąż rośnie. Czas ucieka.

Wielopiętrowy dół

Szczerze przyznam – nie wiedziałem jaką kategorię wybrać do tego wpisu. Wybrałem taki, bo oddaje po części kiepskie samopoczucie ostatnimi czasy. Od kiedy depresja odpuściła miewam czasy złapania lekkie „dołka”. Prędzej czy później odpuszcza. Problem jednak powstał w tym, że kilka „dołków” na raz to już trochę źle. Nie twierdzę, że życie mam złe. Broń Boże! Jestem z niego zadowolony. Człowiek jednak czasem ma braki drobnostek. Ot to mnie właśnie złapało. Dopadła mnie pokaźna ilość dołków, bo lekko z pięć ich. Dołek zawodowy, edukacyjny, towarzyski, artystyczny i finansowy. Chwilę temu zdawałem sobie sprawę tylko z trzech. Jak wszystko zmienia się w minutę…

Dołek zawodowy jest związany bliżej z systemami operacyjnymi, czyli dobitnie informatyka potrafi po cichu wykańczać, mimo związania z nią przyszłości. Chodzi chyba o to, że oko przestało się cieszyć tym co jest. „Ładny” interfejs graficzny zdaje się być teraz zwykły i sztywny. Chodzi o to, że zwykły menu start czy kafelki w nowym Windowsie nie cieszą oka w ogóle. Przewija się coś, wszystko fajnie, ale cóż z tego? „Widżety” na pulpit już dawno były dla mnie niewystarczające. Z czasem jednak człowiek chce czegoś naprawdę wodotryskowego. Chce by z jego monitora szedł miód tak obficie jak to tylko możliwe, a tęcza szła jego ustami zalewając cały pokój. To zalanie pokoju tęczą i miodem prędzej czy później się przeje, ale… Lepiej póki co znaleźć alternatywę i szukać następnej dopiero, gdy dołek znowu się odezwie.

Mniejsza o tą informatykę, bo w sumie wiem jak doła wyleczyć, ale potrwa to z miesiąc pewnie. Wspomniałem o dołku edukacyjnym. Nie bez powodu… Dziewięć godzin dziennie spędzam czas na „uczeniu się”. Procent wiedzy, która wychodzi z mojej szkoły jest niewielki, ale winą jest to, że nie potrafię uczyć się z nudnego sposobu przekazywania wiedzy. Niektórzy potrafią, ot ich podziwiam. Sam kiedyś potrafiłem, bo żyłem wyobrażeniami tego co się do mnie mówi. Chcąc to zastosować musiałbym znów ze smutkiem odwołać się do zaniknięcia części przeszłej mnie. Nieważne. Dziewięć godzin i sztywny dojazd pomiędzy miejscowością w której mieszkam, a miejscowością w której się uczę. Jest mi zwyczajnie ciężej. Od zawsze uczyłem się znacznie wolniej, a zważając za wczesne pory wstawania i jak mało czasu zostaje mi po powrocie do domu zanim umysł całkowicie się wyłączy… To jednak mam problem.

Stosuję stare metody by zwiększyć wydajność nauki, jednak siłowo nic tak łatwo nie wychodzi. Najzabawniejsze są chyba moje wyniki w nauce z programowania, które jest dla mnie świętym graalem. Potrafię dużo, jednak umiejętności nie potrafię przełożyć na język polski. Mianowicie problem odwieczny, bo nigdy to co umiałem, nie potrafiłem wytłumaczyć. Bywają wyjątki, ale to co średnio potrafię, najlepiej tłumaczę. Dobre oceny z zadań praktycznych, a testy teoretyczne leżą… Z serii użalania się maturzysty… Owszem! Użalam się! Każdy ma przecież prawo. Dołek zniechęca do nauki, ale trzeba go przełknąć i przynajmniej tą teorię zaliczyć lepiej. Życie nie polega na teorii, ale tego nie udowodnisz jakże genialnemu systemowi nauczania. Nasza mentalność jest zbyt sztywna, a świat jest elastyczny. Opiszę chyba jednak następny dołek, nie ma co się zatrzymywać dopiero na drugim.

Dołek towarzyski jest zupełnie inny. Mam dobre kontakty ze znajomymi, a najlepsze z moją własną dziewczyną. Więc o co chodzi? O potrzebę poznawania nowych ludzi i ich poglądów. Co jak co, ale często lubiłem poznawać innych ludzi, nieważne czy później stawali mi się wrogami. Mogłem dzięki temu poznać ich punkt widzenia, a to dla mnie jest szczególnie ważne. Gdy poznasz dobrze swoich znajomych, to ich punkt widzenia nie jest ci obcy. Poglądy niewiele się różnią od tego, co spodziewasz się usłyszeć. O to mi właśnie chodzi. Miałem okresy, gdzie z Pauliną wchodziłem na pewien czat, a tam poznałem ciekawych ludzi o bardzo ciekawych poglądach. Podobnych, a jednak innych od moich poglądów. Tematy zupełnie losowe dawały mi poczucie ciągłych zaskoczeń. „Och, to tak on myśli!”. Czat umarł, a reaktywacja przyniosła efekt, ale osoby odwiedzające nie były już tak niezwykłe w swoim byciu, już nie te same.

Bywają tematy ciekawe i całkiem nowe, gdy rozmawiam z dotychczasowymi znajomymi. Trzeba jednak mieć na uwadze, że to tylko tematy, które nie mają innego punktu widzenia przecież. A tego mi brak. Postanowiłem dzisiaj wejść na czat do anonimowej komunikacji pomiędzy dwiema osobami. Fala młodzieży zalewa internet niczym powódź, tego byłem świadom. Jednak młodzież także ma ciekawe poglądy, ale tych poznać na anonimowym czacie nie mogłem. Powód? Ten serwis został raczej w pełni zdominowany myślą, że anonimowo można znaleźć sobie partnera lub partnerkę. Bezskutecznie szukać tam kogoś ciekawego do rozmowy, kiedy wszystko prędzej czy później sprowadzi się do jednego. Muszę coś wymyślić, przebolenie tego jakoś mi się nie widzi. Omówię lepiej swój następny dołek, mianowicie dołek artystyczny.

JAKI?! Tak, artystyczny… Może to być uznane jako narcyzm, jednak uważam, że moje (być może zbędne) wypociny są jednak pewnym rodzajem artystycznej kreacji. Kreacji, którą publikuję nie wiadomo w jakim celu. Zawsze lubiłem pokazywać ludziom to, co siedzi w mojej głowie. Był okres przed zmianą, że moje pisanie podczas cierpienia niejako przyciągało ludzi. Zaczynam zdawać sobie sprawę z tego, że jednak cierpienie zawsze odgrywało dużą role w mojej wenie. Zanik cierpienia powoduje, że piszę rzadko i mało. Krótkie przemyślenia, bo gubię gdzieś wątek. Kiedyś pisałem, gdy mnie chwyciło. Chodziłem z netbookiem, a gdy naszła mnie myśl zwyczajnie otwierałem go i pisałem, dopóki miałem wenę lub dopóki bateria nie padła. Być może wrócę do tego sposobu, może z tego wyjść sporo ciekawych wpisów według mnie. Dołek tyczy się nie tylko jednak mało aktywnego pisania.

Było więcej twórczości w moim życiu. Kilka lat temu śpiewałem, dosyć aktywnie co noc. Przestałem, od tak. Mam dobrą technikę, ale brak zapału do dalszej pracy. Kilka lat wcześniej pracowałem nad mapami do gier. Tak, traciłem czas, ale ludzie doceniali moją pracę. Podobało im się to, a dzięki temu udowodniłem, że praca nad przestrzenią może wyeliminować braki innowacyjności. Człowiek jest w końcu stworzony do ciągłych odkryć nowości, a ja im to dawałem. Projekt jednak wygasł, był zbyt przestarzały, nie mieliśmy ze współzałożycielem dostatecznej wiedzy i cierpliwości, by nieść projekt zgodnie ze standardami wyznaczanymi przez aktualizację. Nieważne… Miesiąc temu jeszcze grałem na basie. Czemu nie gram dalej? Problem numer jeden – zerwana struna. Problem numer dwa – brak budżetu na nowe struny dobrej jakości. Problem numer dwa jak już z góry widać łączy się z dołem finansowym. Oj tak, jednak bywa, że pieniędzy mi brak.

Opłacam wiele rzeczy, a najlepszym tego przykładem jest strona wraz z domeną. Nie żałuję tych pieniędzy. Żałuję jednak, że tak ciężko mi jest pozyskać te pieniądze, a wydatków się namnaża. Pieniądze niestety dają możliwości tam, gdzie człowiek sam nic nie stworzy. Potrzebuję zrobić pewne zakupy, a pieniędzy brak. Ach… Kombinuję jak mogę by zarobić teraz, lecz nie jest to takie łatwe. Na pewno w przyszłości będą większe wydatki, ale jeżeli mam problem teraz z tymi małymi? Czy coś jest nie tak? Ach, nie wiem… Oszczędzam ostatnio nawet swój sprzęt… Zastosowuję wszystko co możliwe, by moje narzędzia codziennego użytku przetrzymały jak najdłużej. Komórka zmodyfikowana, tablet także, a komputer staram się przetrzymać jakoś.

Czego zmodyfikować nie muszę i nawet nie mogę, bo nie będzie miało wpływu? Mój czytnik. Ostatni wydatek, na jaki się targnąłem. Polecam poczytać o e-papierze, tj. czytnikach ebooków opartych na technologii e-ink. Bardzo ciekawa sprawa dla niektórych osób. Nie żałuję pieniędzy, których wydałem, bo zawsze wydatek jest w pełni dobry. Główny problem? Auto mi się „rozpadło”, sprzedałem co się dało i muszę kupić nowe. Chcąc, nie chcąc – kolejny wydatek. Dołek pogłębi się tylko do pewnego stanu, potem będę tylko starał się jednak wycisnąć więcej kasy ze swoich możliwości. Każdy dołek ma lekarstwo, ale trzeba je zdobyć. Ciężką pracą… Czas się za to zabrać, teraz.

Pod ciężarem smutku

Nie wiem po co to piszę, skoro za jakąś godzinę nastąpi zablokowanie strony przez nieopłacone rachunki… To w końcu tylko 5 zł SMSem… Opłacę je, ale znów trzeba w końcu z tym wszystkim poczekać… A dzisiejsza mantra boli. Nie wiem nawet czy zdążę ją wysłać jeszcze na serwer, ale mam taką nadzieję. Siedzę i łykam gorzkie łzy, bowiem tak zostało mi pisane. To, że człowiek kocha, ma się czasem nijak z jego staraniami. Dochodzę do wniosku, że warto być zimnym chujem, który bez niczego gapi się na inne kobiety poza swoją wybranką, nie ma żadnych zasad i nie szanuję przede wszystkim tej, którą rzekomo darzy jakimś uczuciem. Ja chyba robię ten błąd, że w ogóle się martwię o osobę mi bliską… Przepraszam, że kocham…

Nie wyobrażam sobie miłości bez wiecznej troski o moją wybrankę, ale mimo to wprost usłyszałem dzisiaj, że jest to jedynie ciążące. A krąg ponoć zatacza koło… Już dwa razy w życiu za moją troskę było mi zapłacić bolesną cenę… Kobiety marzą o facetach troskliwych, a ci są później dla nich zbyt natarczywi… Jakie jest wyjście? Że marzenia jest bez znaczenia w momencie, gdy są one spełnione… Z mojego punktu widzenia to tak, że nie powinniśmy się cieszyć naszym szczęściem dłużej niż tylko chwilkę… Ta świadomość przeraża… Dochodzimy już wręcz do nieludzkich momentów w historii człowieczeństwa. Nie wiem, gdzie się zgubiłem w całym ciągu przemijania wieków, że trafiłem wręcz nie na swoje czasy. Dostosowałem się w średnim stopniu, lecz zasady zachowałem. Romantyzm najlepiej opisuje moją postawę życiową, ale jak to już w historii romantyków bywa: prędko lub prędzej będzie im zapłacić swoją cenę.

Ja nie wiem czy tą cenę już przyjdzie mi zapłacić i zaczynam się tego bać. Wspomnienia się włączają… Podano mi takie leki, by mnie całkowicie zresetować, zaczynając od emocji i uczuć, przez wspomnienia, aż do całkowitego unicestwienia osobowości… Wiedziałem, że gdy ten okres się skończy, zacznie się coś nowego. Ten moment w życiu będzie narodzinami nowej osoby, bo stara w końcu już umarła dawno. Tak oto uczucie zaczęło kształtować nową osobę… Pierwsza i jedyna wybranka miała zacząć tworzyć sobie wręcz wymarzoną osobowość dla partnera. Tak się w sumie stało… Zasady, które zachowałem sobie na początku i tak zostały, lecz moja prawa zniosłem na rzecz tego przeistoczenia. Nie żałuję, nie mam czego. Otworzyłem wiele aspektów w sobie, poznałem granice swoich możliwości i rzeczy o których nie wiedziałem.

Troska jednak ukształtowała się silniejsza w obawie o poprzednie dwa wydarzenia, które głęboko zapadły mi w pamięć. Zapadły i co? I widocznie to jest moja wada… Nie trzymam sekretów przez co wszelkie cierpienia wyrzucam przy partnerce ilekroć się pojawiają. Przysięgałem i przysięgi dotrzymam, że nie będę miał tajemnic. Prawo jednostronne… Odchylam co chwilę głowę do tyłu opierając ją o fotel by popatrzeć się w pusty sufit przez łzy. Czasem mój wzrok gdzieś powędruje, a przypadkiem znalazł się właśnie na rachunku z dnia pierwszego spotkania. Pamiętam wciąż to wydarzenie… Miło czasem wrócić wspomnieniami w tamto miejsce i czas. Daje mi to jakiejś otuchy i ulgi. A serce i tak pobolewa.

Wyznaczam sobie dosyć wąską granicę… A sam sobie jestem winien… I przeze mnie w końcu dochodzi cierpienie dla innych… Zanik pewnych wartości i idei to moja wina i nikt temu zaprzeczyć nie może. Dając coś w zamian przy okazji komplikuję wszystko inne… Ponoć mogło być łatwiej… Nie wiem co robić… Czy aż tak bardzo chcę nieszczęścia osoby mi bliskiej? Czemu tak musi być? Nie chciałem przecież tego… A wychodzi jak wychodzi… Ani razu chyba jeszcze nie było tak, by wyszło inaczej… Miałem nadzieję, ale rzeczywistość chamsko ją miażdży. Nie licząc na nic mamy większe szanse na swobodniejsze prosperowanie, w przeciwnym razie przeciwności zawsze będą towarzyszyć jakiejś drodze. A ja tak nie chcę! Nie chcę…

Nie chcę bym był powodem cierpienia cudzego i własnego jednocześnie… Nie chcę znać tak gorzkiego smaku, jakim są łzy… A tym bardziej tego uczucia, które ostatnio powodowało, że krzyczałem wręcz… Ból w klatce, lecz nie taki zwykły i bynajmniej nie było to serce. Straszne uczucie… Jakby ktoś umieścił na ciele wielki, średniowieczny, metalowy kołek i miał zaraz uderzyć ciężkim młotem z dużą siłą… To chyba oznacza granicę… Już taką totalną granicę wszystkich granic, gdy serce już nie da rady utrzymać bólu i skompresowana dawka cierpienia próbowała się uwolnić… A jednak zbieram siły, jestem uparty. Nie po to szedłem tak daleko, by teraz się poddawać co chwilę… Mam dla kogo walczyć… Niech mi nogi i ręce utną, a ja i tak będę pełznął niczym czerw do przodu, póki starczy mi sił… Bez kroków w tył… Ciągle do przodu… Do ostatków możliwości… I jeszcze dalej…

Nie zrobię już drugiego podejścia, za daleko doszedłem… Wciąż dalej… Wciąż dalej… Wciąż dalej… Wspomnienia ciążą… Nie z nowego okresu, lecz starego… To wciąż jest za mną… Nie chcę ich… Ale one są… Niezapomniane niczym jakaś klątwa… Łóżko… Gorzki smak… Mokro pod uchem… Pustka… Noc… Brak snu… Proszę… Zabierzcie mnie stamtąd… Nie chcę wracać tam znowu… Tam jest tyle przedmiotów… Ale nie ma nic… Jakby nie istniały… Własne ciało zimny jakby martwe… Coraz mniej masy… Coraz mniej siły… Nie da się uciec… To niemożliwe… Mimo zegarka nie wiedziałem, która godzina… Nie było czasu… Co w tym wszystkim było…? Ja… Na pewno ja… Ciemność dobrze mi towarzyszyła wtedy… Najpierw agonia, potem martwota, tylko po to by patrzeć na… I znów był kolejny dzień… Znów cykl od nowa… Wciąż za mną… AAAAAAA!!!

Nie chcę tych wspomnień, ale wiem, że mnie nie ominą… Boję się… Pierwszy raz od dłuższego okresu życia zaczynam się znów bać… Użycz mi ktoś siły, błagam… Zyskałem nowe życie i wszystko rozpocząłem od nowa i nie chcę znów dostawać nowego życia i znów wszystkiego rozpoczynać od nowa… To oznaczałoby, że od nowa muszę rozpocząć ten cykl… Przepraszam… Przepraszam… Nie wiem za co… Ale przepraszam… Jeżeli ktoś mi użyczy troszkę więcej siły… Postaram się podołać dalszej wędrówce… Znów przecież muszę wrócić do formy… Straciłem swoją blokadę przeciwko depresji, ale wciąż mam swoją wolę, która będzie trzymać to wszystko dopóki blokada nie zostanie odnowiona. Dlatego tak bardzo potrzebuję siły… By powrócić do formy, by przywrócić swoją blokadę, by odciążyć osoby mi bliski, a w szczególności moją Paulinę. Bo nie zgodzę się by było jak jest… Muszę być silniejszy… Muszę iść swą ścieżką… Muszę!

Odczucie zaniedbania

Życie to zjawisko błędne, a wydarzenia w tej błędności utrzymać potrafią. Niczym w błędnym kole wciąż roztaczamy dwie skrajności: dobrą i złą. O ile w dobrej czeka nas szczęście, radość, spokój i przyjemności, to w tej drugiej raczej mamy przeciwieństwo. Czuję czasem, jakbym grał w lotto – albo ugram przynajmniej te trzy z sześciu liczb i będę miał swoją nagrodę pocieszenia, albo nie ugram nic i stracę, a wszystko znów staje się wręcz przybijające. Wyznałem sobie, że z zasad wybiorę te starsze. Stare zasady wierności są chyba najmniej już popularne. Iście mniemanie moje nie jest bez popartych dowodów. Jak dotąd tylko ja staram się to jako tako podtrzymać.

Gest – coś co wyrazi czasem więcej niż te kilka słów. A czasem warto ten gest zatrzymać przecież. Po co robić coś, jeżeli zna się reakcje temu towarzyszące? O co w tym chodzi? Nie rozumiem tego i zrozumieć być może nie chcę. Chociaż martwi mnie fakt, że to wszystko powoduje uczucie ograniczenia. Nie mnie co gorsza. Zaczynam już powoli myśleć, żeby nie robić nic prócz obecności i uczucia. Ale cóż… Trzeba jakoś prosperować. Czy to mniej, czy to więcej… A wszystko kręci się dalej. Z czasem czuję się zaniedbany. Ogólnie, nie przez kogoś. Zaniedbany wobec samego siebie. Kto, co, gdzie, jak, kiedy – pytania pozostaną bez odpowiedzi. Czemu jednak to musi się ciągnąć? Trochę mi to dokłada, a im więcej tego wszystkiego tym gorzej.

Co może być jednak gorszego? To uczucia przecież towarzyszy mi od dawien dawna. Wspomnieniem nie sięgnę pierwszej chwili. Nie wykluczę też, że pasmo mojej historii opiera się o ten jeden zaczep. I co? I nic, jak zwykle. Ech… Najgorsze jest to, że skupiam się na powtórkach. 9 miesięcy skończyło się ostatnim razem w dość niemiły sposób, a strach zostaje… Dalej miesiące aktualne – wspomnienie wprowadzenia kontroli i leków. To taka lekka presja przypomnieć sobie co było rok temu. Przeciętny dzień był wręcz monotonią mojej egzystencji. Taka podstawa, której się nie obejdzie, a cierpienie jest tym wszystkim owiane. Na dodatek ból do świąt, a zwłaszcza urodzin własnych. W szczęśliwym dniu zadano mi któryś ból z kolei. Ślad pozostaje do dziś, mam lekki uraz którego ciężko się wyzbyć.

Wspomnienia mnie ograniczyły, a to wszystko to dalej część błędnego koła. Kręci się, kręci, ale niczego przecież nie ma. Tak naprawdę to wszystko przecież moja głowa. Umysł zamyka przecież te wszystkie wspomnienia i nieszczęścia. Próżno mi jednak szukać wolnego ratunku, bo wszystko co mam już jest tutaj, lecz czas ogranicza mnie i wręcz oddala od celu. Tak to już z resztą jest… Nie jestem jedyny z duetu serc. Z drugiej strony to samo działa w podobnym skutku. Coś trzeba z tym zrobić, a najlepiej przeczekać. Bo z czym walczyć? Z czasem? Nie uderzymy go, nic nam to nie da. Wierzę jednak w to, że wszystko będzie dobrze. Może naiwnie, nie jestem pewien. Nie muszę – to nic i tak nie zmieni.

Próżno się kłócić, taka już prawda. Człowiek ze swoim nieszczęściem i cierpieniem nic większego nie zrobi. Bo co niby można zrobić? Nic dobrego, a cokolwiek zrobimy w karze dla siebie każdy musi pamiętać, że może być to przede wszystkim kara dla osoby bliskiej. Licząc się z innymi zobaczymy więcej niż jest nam dane teraz. Gdy cierpimy lub się złościmy robiąc coś z tym szybko ranimy innych, nie siebie. Przykładem jest ten bardzo zdenerwowany ojciec. Dziecko często widzi, gdy jego gniew odbija się na matce. Co to jest, by jedno odbijało na drugim? Wiara w to, że miłość jednak wszystko naprawi. A ja będę w to wierzył, zabronić nikt mi nie zabroni. Cokolwiek się stanie wszystko inne pozostanie takie samo.

W tej chwili mimo cierpienia, rozdarcia, zagubienia i złości mam tylko nadzieję na to, że chociaż ktoś to doceni. To, że się staram funkcjonować w wymarzony sposób, jest nie lada wyzwaniem. Robię wiele rzeczy wbrew samemu siebie, a potem nawet się nie poznaję. Mam tylko jedną obawę, a wciąż opiera się ona o wydarzenia minionego roku. Oprę się jednak o to, że mogę zaufać biegowi wydarzeń. W sumie… Zacznę chyba wymagać tylko od siebie. Może to ukróci trochę mojej boleści? Może nawet warto spróbować, bo wymagać od nikogo niczego nie mogę. Każdy i tak robi coś pod wpływem innych nie zważając na to, co się może stać. A gdy ja od siebie będę wymagał, to… Cóż… Lepsza chyba droga. Życzcie powodzenia.

Tęsknota za szczęściem

A miałem już iść spać… Oddać się w sen, zapomnieć o tym co smutne… Nie wyszło… Wiedziałem, że dzisiejszy dzień będzie jakiś inny… Po jednej piosence nawet miałem jakby punkt oparcia, bo pojawił się spokojny smutek… Spokojny… Nic nadzwyczajnego, miałby minąć… I w sumie minął, lecz po chwili zmienił się w większy… Myślałem, że gorzej być nie może, ale każda taka myśl to jak wyzwanie dla życia… Stało się gorzej, wróciły wspomnienia… Często te najlepsze są dla nas największym przekleństwem… Zaginęło moje szczęście… Zmarnowałem je zbędnie… Beznadzieja… Starałem się wszystko naprawić… Odzyskać całe szczęście… Nic z tego… Straciłbym życie i nawet by to nie zostało docenione… Mnie się nigdy nie docenia, nie ważne ile w to serca włożę… Bo po co? Tyle poświęceń, tego wszystkiego… Przecież to codzienność! To że ktoś życie straci to pikuś!

Coraz częściej myślę, że takimi myślami kierują się inni… A ja do dziś pamiętam to co dałem i w jakiej intencji… Pamiętam każdy poranek z uśmiechem na twarzy, a powrót do domu wesoły jakby to święto było… Pamiętam całe przymierze, które wtedy powstało, bo w końcu od tego wszystko się zaczęło… Pamiętam dobrze prośbę bym oddał całe moje szczęście komuś, komu go brakowało… I zrobiłem to z uśmiechem na twarzy… Zostało mi zwrócone z odsetkami… Cóż, jednak była gwiazdka w umowie, że przyjdzie komornik i wszystko zabierze… Zabrał większe odsetki niż ja dostałem… Już mi grób wykopano, przez lata trupem byłem w sumie nazywany… Nieświadomie, sam też nie wiedziałem, ale jeden szok i wszystko w życiu staje się jaśniejsze…

W końcu ja brzemię zmieniłem, a ktoś inny nazwany podobnie zyskał życie szczęśliwe… Zabrał wszystko, przyjaciela także… Teraz dla mnie tylko istnieje pojęcie zdrajca… Nie będzie już nigdy jak dawniej… Jest zwyczajnie pusto… Kiedyś czas tak szybko leciał, teraz tak wolno jakby godzina dniami mijała… Z pół roku tak mam, lekko nawet więcej… Nie pamiętam za bardzo co było dnia poprzedniego… Musiałbym zadawać sobie pytanie „ile tygodni temu to było?”… Bo dla mnie to tak jest, czas stał się nieokreślony… Kiedyś tak nie było… Nawet jeszcze przed tym wszystkim miałem życie z lekka puste, ale od smutków wolne… Nic nie bolało, nie było za czym tęsknić…

Byłbym teraz może szczęśliwszy, może wykorzystałbym tamtą szansę którą wtedy zmarnowałem… Wiele poświęciłem ze starego życia w nowe inwestując, ale to nowe stało się przekleństwem dla aktualnego… Czyli życie bez większych wartości oznacza mniej bólu… Ale jeżeli raz do tego życia nalejesz, to do końca życia pustka będzie boleć… Kielich życia jest złośliwym zjawiskiem… Co gdy życia zabraknie by kielich istniał? Nie będzie pustki w kielichu, bo kielicha nie będzie, a jeżeli go nie będzie, to i smutku nie będzie… Na chwilę obecną jednak trzeba myśleć o czymś, co nalane nigdy z kielicha nie uleci…

Utknąłem na wejściu

Koszmar… Dzisiaj jest jakiś koszmar… Jeszcze nic się nie stało takiego, by moja depresja dawała się we znaki. Ale daje się… I to mocno… Obudziłem się w normalnym stanie, nie było żadnego problemu. Wczorajszego dnia też w sumie nic takiego nie było, chociaż… W nocy mnie złapało… Też bez powodu… Starałem się tego pozbyć, uciszyłem wszystko, ale zasnąć i tak nie mogłem. Przemęczyłem się jakoś, ale nawet nie pamiętam czy zasnąłem… Od czwartku biorę mniejszą dawkę leków… Leki powodują zbyt wielkie spustoszenie w moim życiu, ale… Ech, czy ja ich potrzebuję, czy nie? Jak ja nawet po nich nie pamiętam połowy dnia! Pierwszej połowy.

Wiem, że jestem rozkojarzony zawsze rankiem, a dochodzę do siebie bardziej po 12-tej. Leki pobudzają wiele agresji… Zbyt wiele… To jest obłęd! Ja potrzebuję odpocząć… Za dużo emocji mi się nawarstwia… Za wiele tego wszystkiego… Lekcja za lekcją… Tak, piszę to w trakcie lekcji za pozwoleniem… Ledwo mogę myśleć, ciężko utrzymać wszystkie emocje… Myślę, nie wiem… Mija przerwa, a ja nie wiem jak się pozbyć smutku… Czuję, że tracę grunt… Dobrze jednak, że… Dobrze, że istnieje pewne zjawisko i ja się w tym mieszczę… Dobrze, że często na przerwach znajduje się niedaleko wrogie mi zjawisko, ale nie wroga osoba. Podświadoma nienawiść…

Nie jestem z niej rad, prócz tej chwili. Nienawiść zastąpiła smutek, ale pewnie na krótko. Ja do tej osoby nic nie mam, ta osoba nie ma nic do mnie, ale przeszłość przeszłością – jesteśmy wrogami. Przynajmniej jakoś się idzie dalej… Nie dam tej nienawiści przejść wyżej, w życiu nie ma przeznaczenia i nie dam się podporządkować archaicznym regułom… Auć, palce mi zamarzają… Choruję znacznie częściej niż kiedyś, o wiele częściej… Spadła mi odporność… Ponoć humor ma wpływ, ale nie wiem…

Czy to się wszystko zmieni jeszcze? Mam nadzieję, nowa droga jest obiecująca… Nie idzie jednak… Aj, wszystko odciąga mnie od tej drogi… Nie mogę nawet się zawziąć… Nie mogę nic… Nie… Ech… Muszę odpocząć, oby święta były mi pomocne w tym… Aczkolwiek czerwiec, całe wakacje i kawałek września starałem się odpocząć smutków, ale widocznie i tyle jest za mało… Leki nie pomogą, zakład nie pomoże… Jedyna nadzieja to nowa droga… Nie życzcie mi powodzenia, pomóżcie kto może… Taka jedna, mała prośba…