Archiwa kategorii: W cieniu przeszłości

Przyjacielski nóż w plecy by zabić czy uratować?

Zaczęła mnie zajmować ostatnio dziwna myśl, która podsumowuje moją przeszłość. Cały okres wielkiego upadku do momentu przyjacielskiego noża w plecy to jedna, wielka, zagmatwana sytuacja. Zastanawiam się teraz dopiero, czy widząc zdradę przyjaciela miałem słuszność utwierdzać się w tym przekonaniu. Kim tak naprawdę jest przyjaciel? Hmmm… Kiedyś myślałem, że wiem kto to jest, zwłaszcza, że nazywałem taką osobę pełnym tytułem. Dziwiło mnie zawsze, że wypierał się tego określenia, ale nigdy bezpośrednio nie mówił żebym przestał. W którymś momencie znalazł sobie osobę, z którą często spędzał czas. Miałem podejrzenia, że to moja poprzednia partnerka, z powodu której wtedy cierpiałem, lecz zaprzeczał temu. Zaprzeczał tak długo, dopóki sam się z nią nie skontaktowałem. Wyszło wtedy na jaw, że przez cały ten czas utrzymywał z nią kontakt.

Widziałem to w dziwnych barwach, bo byłem właściwie okłamywany przez cały ten czas. Nie miałem jednak siły wtedy się tym przejmować, bo ból wielkiego upadku nasilił się z powodu przywróconego kontaktu. Było ciężej, ale musiałem rozjaśnić pewne sprawy. Brakowało mi spójnych punktów do tego przysłowiowego rysowania linii. Cała wręcz mapa myśli gubiła się w punkcie pod słowem „przyjaciel”. Wtedy też zaczęliśmy zakładać swoją własną serwerownię. Tutaj jednak nie wiem, czy zawaliłem ja, czy on, czy zwyczajnie mieliśmy złe wyczucie czasu. Podczas jednak naszego wspólnego zmagania się z problemem zaludnienia wyszedł pewien spór. I wtedy zobaczyłem w sobie tylko jedno, czyli przyjacielski nóż w plecy.

Nie taki w prawdziwym świecie, lecz tym bardziej emocjonalnym lub mentalnym. Rozgryzłem cały ten okres mojego poprzedniego związku, gdzie jego postać wywoływała masę kłótni będących powodem cierpień i łez. Uznałem to wszystko, za kopanie dołków i próbę zniszczenia wszystkiego. Był to jednak okres przed wielkim upadkiem, a w trakcie widziałem jeszcze inne rzeczy. Całe to zatajenie kontaktu z nią było wręcz na wyrost. I… I wtedy uznałem, że ten nóż w plecy jest przeciwko mnie, że chciano mnie dobić i się pozbyć. W tym przekonaniu żyję już ponad rok, wciąż trzymając topór wrogości w ręce. Topór, który powstał z nienawiści i tylko dla niej istnieje, jest dziwnym narzędziem w momentach powyższych rozmyślań. Zwłaszcza, że doszło do mnie pytanie: „Czy on naprawdę był przeciwko mnie, czy może był właśnie za mną?”…

Może ja nie widziałem właśnie tego, co on próbował mi pokazać przez cały ten czas. Cały czas współczuł, mimo że nie widziałem. Nie PATRZYŁEM! Ot mój problem poprzedniego życia. Teraz jednak widzę, jakby brakujący element. W tym całym schemacie jednak coś mi nie pasowało. Jak to się przekładało przez ten cały czas na moje odczucia? Nastawiało na wrogość. Mam jednak dalej wątpliwości czy słusznie. Dlatego, że tym razem spojrzałem na sytuację z tej strony, że ten nóż w plecy miał mnie uratować. Na zupełnie innym spojrzeniu na sytuację wygląda to tak, że przez cały ten czas kłótnie wywoływane były, żebym się wreszcie otrząsnął. Kontakt utrzymywał z troski o swoich przyjaciół, bo zarówno ona, jak i ja za takowych siebie braliśmy. Dodatkowo przy którejś kłótni podczas wielkiego upadku ustąpił pierwszy, ale nie wiem czy z powodu własnego, czy może właśnie pewna osoba nie prosiła go o to.

Wiem dobrze, że druga strona wiedziała w jakim jestem stanie, itd., podczas gdy ja nie wiedziałem nawet o tym, że jestem raz na tydzień obgadywany. Radził mi, żeby się wycofać w momencie powrotu, bo wiedział, że nie czeka mnie żadna stabilizacja. To wszystko w tym momencie pasuje do schematu, gdzie poprzedni schemat miał brakujący element, ale ten element wskazuje na to, że on bronił mnie przed nią. I teraz… Czy ja jestem pewny swojej racji? Czy na pewno aby tak było? Czy popełniłem błąd? Ja mogę tylko wyliczać pewne założenia i szukać schematów, ale nigdy się nie dowiem w inny sposób, niż od samego źródła. Ale skoro wrogowie tak bardzo lubią czytać moje wypociny, to może się dowiem? Mam dziwne przeczucie, że czas jednak pokaże…

Coraz więcej przeszłości

Smutek… Wiem, jaki ma smak…. Łzy są smakiem smutku… Znam je dobrze… Tyle co mi zostało, smutek i nienawiść… To znam najlepiej, tego uczono mnie od początku… Te dwie emocje nie zostały wykasowane przez leki, a reszta oczywiście… Zabrano mi tak wiele emocji… Nie odzyskałem jeszcze wszystkich od kiedy odstawiłem leki… A dzisiaj… Porządkowałem bibliotekę, znalazłem ukradkiem zdjęcia… Brązowe oczy, uśmiech i łańcuszek, na którym widać literę P na tle medaliku… To było za lepszych czasów… Nie jest łatwo to wszystko zamknąć, podczas gdy ciągle coś mi przypomina…

Po co to wszystko… Czemu moje życie nie chciało się anulować… Ja wiem dlaczego nie zapobiegłem własnemu upadkowi… Im więcej uczucia, tym bardziej postrzegam siebie jako problem… Jeżeli komuś na kimś zależy, to powinien także patrzeć na siebie… Ja patrzyłem zbyt krytycznie… Byłem problemem, blokadą dla drugiej osoby… Wolę zabić siebie by inni mieli lepiej w życiu… Beze mnie… Od tylu lat myślę tylko o tym, że życie niektórych beze mnie byłoby lepsze… I tak to było… Wiedziałem, że druga strona wyjdzie z tego… Że zapomni o mnie… Spełni część swoich marzeń, dojdzie do wielu rzeczy, będzie jej łatwiej w życiu i będzie miała lepszą miłość, a ja nie zostanę nawet wspomnieniem…

Tak też się stało… Niech nikt się lepiej mną nie przejmuje… Po co? Człowiekiem wygnanym z klasyfikacji normalności… Wystarczy naprawdę mocno cierpieć by usunięto kogoś z… Normalnych… No cóż… Jeden problem mniej… Jednego JA mniej… Tak lepiej… Ja to widzę… Bo i tak obchodzę co najwyżej jedną osobę… Ta osoba mnie kocha, chociaż tyle… Ja też ją kocham… Dlatego muszę coś w sobie zabić… Wspomnienie przeszłości, dobry cel… Tylko jak… Jak ja nie mam siły… Ale… Ech, jest ten ból, że mnie oszukano w jednej kwestii… Nie byłem wcale potrzebny… Jednak teraz jestem dla jednej jedynej osoby i dlatego jeszcze żyję… Time to life…

Wspomnienie upadku

Bywa czasem tak, że druga osoba powinna coś wiedzieć o przeszłości. To był mój wybór. Coś spowodowało przecież wielki upadek. Ja wiedziałem jak to wszystko się toczyło. Zdecydowałem więc, że ta wiedza przejdzie. Nie żałuję tego, że odkopałem niedawną przeszłość. To boli, ale wszystko da się przeżyć. Pytanie jednak po co to wszystko było? Nigdy tyle nie wycierpiałem w ciągu roku, ile w te bite trzy miesiące, a nawet poszło jeszcze dłużej. I całość tego pogrążania się zatrzymała ona, ta która opatrzyła moje serce i tchnęła w nie miłość. Ono należy już do niej, a ja wraz z nim. Nie jest mi z tym źle, wprost przeciwnie. Zastanawia mnie jednak, czy nie mogliśmy poznać się wcześniej… Jak by to wszystko było? Jej byłoby łatwiej, a ja uniknąłbym wielkiego upadku. A jak to było?

Benivolus… Przyjaciel… Każdy miał lub kogoś takiego… Została mi ostatnia przyjaciółka, ironia losu… Póki co przyjaźnimy się 3 lata, zobaczymy ile to przetrwa. W każdym razie nie w tym sęk. Zawiodłem się na słowie „przyjaciel”. Odkąd pamiętam każdy, kto został tak przeze mnie nazwany, okazał się zdrajcą. Kopano pode mną dołki, dobijano gdy prosiłem o pomoc, odwracano się zawsze w drugą stronę… To nie przyjaźń… O tyle się speszyłem, że nie bardzo daję już się tak do siebie zbliżyć… Nie nazywam już tak szybko nikogo… Musi minąć bardzo dużo czasu w dalekich relacjach… Tak to się zaczęło w końcu. Nie wiem nawet co bardziej boli z tej przeszłości: nóż w serce czy nóż w plecy… Jedno poszło po drugim, najpierw rozkrojono mi serce, a potem plecy…

Nienawiść, dawno jej nie czułem… Bo wraz z pocięciem serca zabrano mi wszystko… Całe moje przeszłe życie… Mogło do tego wszystkiego nie dojść. To jest tak, że trzeba uważać, zwłaszcza przy uczuciach. Manipulacja… Uczucia to czymś, czym najłatwiej manipulować. Można dzięki temu wiele osiągnąć. Niektórzy ludzie nie radzą sobie ze swoimi problemami… Wspinają się wtedy oni po innych. Czysta manipulacja uczuciowa – „jesteś mi potrzebny” jako powód „miłości”. Jak wiele słyszałem te 3 słowa od tej samej osoby… Jednak znikoma ta potrzeba, skoro potem przestano się mną interesować. Próbowano w ten sposób mnie utrzymać przy życiu.

Marna imitacja sensu życia… Trucizna i tak była przygotowywana, wypiłbym ją nawet, gdyby ta osoba okazała łzy przy tych trzech słowach. Upadek wskazał mi jak nie bać się śmierci i jej pożądać dla siebie. Czysta wolność od zmartwień i cierpień! Ale nie teraz, bo chcę żyć dla mojej Pauliny. Wszystkie rany opatrzyłaś z serca, więc bije swobodniej. Blizny zostaną, ale miłość pozwoli i je zagoić. A przeszłość? Mówię jej „won”. Nie chcę by żaden element przeszłości dostał się w teraźniejszość. Nieważne, że moja teraźniejszość istnieje przez przeszłość oraz że przyszłość przeszłością i teraźniejszością żyć będzie. Ja żyję tylko jednym tchnieniem i z jedną miłością. Przeszłość nie dostanie się do mnie…