Jeden kilometr do góry, kilometry w dół

Tak to jest… Człowiek się wspina na górze zwanej życiem… Jednak zawsze jest to fajne szczęście, kiedy z samej góry leci kamyczek by uderzyć człowieka tak w głowę, by spadł kilometry w dół… Życie jest niesmacznym żartem… Człowiek uczy się żyć z jakąś chorobą, zbliża się szkoła, kiedy można się już uśmiechnąć przy ludziach, ale… Jak zwykle jest „ale”… Ale najwyraźniej nie mi się teraz uśmiechać…

Pomijam fakt tęsknoty za lepszymi czasami, mimo że będzie mnie to męczyć codziennie, gdy będę szedł tymi samymi ścieżkami… Pomijam fakt chaotycznie działających leków, które działają zawsze po fakcie i jeszcze po nich jest ze mną gorzej przez pierwsze chwile… Pomijam fakt wkurzających wydarzeń, np. to, że sprzedawca który mnie oszukał chce mnie pozwać do sądu, że to JA GO oszukałem… Trzeba było już całkiem dowalić człowiekowi…

Wczoraj wieczorem dowiedziałem się, że mój wujek nie żyje… Dowiedziałem się od mamy, która wyjechała na dzień odpocząć od tego wszystkiego w towarzystwie przyjaciół… Powiedziałem jej, że ją rozumiem… Nie chciała mnie martwić z rana i za to jej podziękowałem… Przez pierwsze 10 minut byłem w szoku, nie dochodziło to jeszcze do mnie… Jak doszło było już gorzej… Każdy stres w tej chwili jest dla mnie zabójczy… Nie wiadomo dalej co mi dolega i czy z sercem u mnie wszystko dobrze, ale leki już mam…

Tęsknię za wujkiem… Tak rzadko go widywałem, a teraz… Teraz już go nigdy nie zobaczę… Zostają wspomnienia… Nic już nie będzie takie jak dawniej… Teraz… Wszystko już przepadło… To nie on powinien był… Umrzeć… Teraz ja nie mogę… Czemu on?! Czemu teraz… W tej chwili bóle okolic serca są mocniejsze… Ale jakoś mogę funkcjonować, wczoraj ze schodów nie spadłem… Jednak nie jest już dobrze… Wszystko zdaje się… Być jakby splecione ze mną… Nieszczęścia w moim otoczeniu… Jakbym to ja je przenosił… I tak czuję… Tak czułem już dawno…

Dzisiaj wreszcie przypisali mi psychologa… A może od razu psychiatrę? W każdym razie… Niby byłem szczęśliwy z tego faktu, bo wreszcie będę mógł popracować nad charakterem + jakoś może przeżyję ten stres… Jednak nie było wcale lepiej, a przeciwnie… Stwierdzona depresja, nadobowiązkowa terapia i dodatkowe leki… Zainicjowałem już chyba swój całkowity upadek… Miałem być silniejszy bym mógł przeprowadzić wszystkich przyjaciół na plecach… Jestem słabszy… Przemijam już całkowicie…

W szkole może uda się jeszcze rozluźnić na te kilka godzin… No cóż, leki z rana na pewno będą miały swój wkład… Ech, co to teraz będzie… Wiem, że nie mam już sensu życia… Jestem zwyczajnie zmuszony by żyć… Teraz jeszcze bardziej… Mama już dość musi się nażyć z tym wszystkim… Ze mną… Nie mógłbym tak zwyczajnie odejść i jeszcze bardziej ją obciążyć… Czuję, że to co usłyszałem wtedy jest jednak prawdą… Proboszcz ma rację co do jednego – Bóg nie chce cierpienia… Jednak nie powiedziałem jednego szczegóły, mianowicie, że ja chcę przecierpieć… Jednak czemu to musi być kosztem także innych?!

Ech… Co ja zrobię z tą „kroplą”… Znowu mnie przydusiło jakby odpowiedź miała być oczywista – zużyć na siebie… Wątpię jednak… Są ludzie, którzy zasługują na szczęście bardziej niż ja… Umiem żyć i umierać ze swoim nieszczęściem… Czas pokaże co będzie dalej… Byle nie cierpieli inni z mojego otoczenia…

Chaotyzm świata (nie)realnego

W świecie niczego nie powinniśmy być pewni. Żyjemy w świecie realnie nierealnym. Chaotyzm, który wprost otacza nasz świat jest niepojętym obszarem jedynie naszych własnych myśli. Im więcej myśli, tym więcej błędów. Nie ma co, świat jest cholernie dziwny i chaotyczny. Raz jestem w cholernym dołku, niedawno wychodzę na prostą z pozytywizmem, a dzisiaj? Znajduję aktywny profil i aktualne zdjęcia osoby, która powinna nie żyć…

Byłem tak cholernie przekonany, że byłem i jestem aktualnie w lekkim szoku… Człowiek chodzi do szkoły, spotyka wiele dziewczyn, trafia się zauroczenie, powoli nabiera dialogów, a tu nagle dziewczyna znika od miesiąca i pół szkoły gada o pogrzebie, a najwięcej jej klasa… Wtedy było mi ciężko w to uwierzyć, jednak wszystko na to wskazywało… To ma być jakaś iluzja? Chciała mnie wtedy zmyć? Co to wszystko ma być? Czuję się jak na kiepskiej sztuce w teatrze, ale na tyle solidnej, że ciężko… Ciężko rozróżnić rzeczywistość od fikcji! Wszystko dzieje się teraz tak chaotycznie szybko, że nie nadążam…

Piszę w lekkim szoku ten wpis, a oczywiście zawsze się trafi taka osoba, która nie umie wyczuć, że nie jest w tej chwili mile widziana. Mała ilość inteligencji oznacza życie bez poważniejszych problemów, bo wszystko się olewa. Nie można się bać czegoś, czego się nie zna i martwić się o coś, o czym nawet się nie wie. Co my wiemy w ogóle o własnym życiu? Co inni o nas wiedzą? Każda wiedza się różni, jednak jest w tym na tyle ciekawostka, że czasem nie wiemy o sobie pewnych rzeczy, ale ktoś inny o tym wie. To taki jeden wielki chaos, gdzie jest 10 obrazków z puzzli, większość podobna i wszystkie kawałki są wymieszane. To nawet nie tyle co wiemy o sobie, ale bardziej…

Analizowałem ostatnio przyjaźnie. Przyjaciel to duże słowo, a jednak czułem, że dobrze nazywam człowieka po imieniu. Jednak wiele musimy się w życiu nauczyć, bo nie ma przyjaciół na chwilę. Jeżeli chociaż na chwilę ktoś przestaje być przyjacielem to znak, że nim nigdy nie był. Mogą być wspólne marzenia, zainteresowania, problemy, itd., ale jednak przychodzi w życiu moment, że widzi się kto jest przyjacielem, a kto udaje. Jeżeli nie udaje świadomie, to podświadomie na pewno. Nauczyłem się wiele, o tzw. aktach ludzkich i pociągnę tą już dawno zapomnianą ideę. W każdym razie akt przyjaźni jest połączonymi z innymi aktami i tylko szukając prawdy i szczerości możemy odkryć resztę.

Fałszywość… Nie jest tak łatwo ją odkryć. W moim umyśle jest zażarta walka i nie wiem co przemówi za prawdą. Kto do cholery jest prawdziwy?! Co jest prawdziwe… Chaos, istny chaos. Spotkałem się niedawno z osobą bardzo doświadczoną przez życie by wymienić doświadczenia dot. zaległej sprawy. Wszystko właściwie szło sprawnie, jednak w jednym momencie pojawił się punkt styku, czyli mieliśmy zgodną myśl. Oboje nie jesteśmy pewni, czy to o czym mówiliśmy jest prawdziwe z jednej czy z dwóch stron. Oboje mieliśmy podejrzenie, że tylko jedna strona była prawdziwa i czas coraz lepiej to udowodni. Nie wiem która opcja byłaby gorsza, ale nie zmieniło to nic.

Więc jak to jest? Choćby człowiek był oszukiwany przez lata, to i tak ciężko mu nagle zaakceptować prawdę i zostaje przy swoim. Niekiedy błąd, ale w sumie nie powinno się ignorować całokształtu. Zaakceptować wszystko poza detalem i tym detalem niech będę ja. Siebie jestem pewien i to jest niejako stabilny grunt. Trzeba patrzeć pod nogi i wybrnąć z niezręcznych sytuacji. Ścieżka życia jest kręta i niekiedy niestabilna.

Po czym my właściwie stąpamy? Chaos i tak wywróci to wszystko do góry nogami, więc jak to jest? Chciałbym się tym trochę pomartwić, ale na chwilę obecną chaos zmienił mój zjedzony przez pesymizm mózg na coś przesiąkniętego pozytywizmem. Wiem, że grozi mi zawalenie się ostatniego mostu na drodze, a jednak idę dalej z myślą „Trudno! Straciłem wszystko, więcej już nie stracę!”. W sumie nie mam jak się wycofać, jestem już w samym centrum. Właściwie dwa mosty: pewniejszy – który już się zawalił uniemożliwiając mi wrócenie; i niepewny – który może się zawalić w każdej chwili.

Nie ma co, trzeba iść i lepiej z podniesioną głową. Może to odmieni moje życie na pozytywne, a może wprost przeciwnie. Nie możemy nigdy być czegoś pewni, bo możemy się pomylić o głowę. Tak właściwie brakuje mi tylko jednego w życiu by ogarnąć siebie i cały ten chaos, ale na to już nie mam wpływu. Na chwilę obecną trzeba czekać. W piątek muszę donieść wyniki morfologii i dostanę pewnie skierowanie na dalsze badania. Można by już w sumie podkręcić leki, ale to nie moja decyzja.

Nieoficjalnie oficjalna i raczej jedyna taka strona lub blog osoby zwanej Netruitus. Czy odważysz się spojrzeć w odmęt mych myśli?