Patrz sercem i patrz w serce

Nie jestem imprezowym człowiekiem. Stronię od alkoholu i aspołeczność spowodowała, że nie potrafię dobrze się bawić w grupie ludzi. Z czasem zaczęły następować zmiany, takie jak dobra zabawa w tym, że inni bawią się dobrze. Wczorajszej nocy nie było inaczej. Bawiłem się naprawdę dobrze, mimo że miałem swoje stanowisko z „pracą”, obserwowałem jak ludzie imprezują i rozmawiałem ze znajomymi, którzy wokół mnie się znajdowali. Po balowaniu do późnej pory przyszła pora by położyć się spać, chociaż nie miałem nadziei wstać jako wyspany człowiek. Ostatnio mam problemy ze snem i zaczynam się zastanawiać, czy ja w ogóle zasypiam. Gdy zmęczenie dawało się coraz bardziej we znaki, a sen dalej nie przychodził, zacząłem rozmyślać i nie tylko.

Gdy empatią potrafię obadać cały świat, to czemu nie miałbym obadać trochę siebie? I wtedy właśnie zamiast patrzeć sercem, popatrzyłem w serce. Mogłem myśleć tylko, że znajduje się tam moja partnerka, lecz jedyne co znalazłem to pustkę i gdzieś w ciemności własny mrok. Przepraszam, już była partnerka… Tej nocy zdałem sobie sprawę, że nikogo jeszcze nie przygarnąłem na nowo do serca. Daję je dotknąć, daję je zobaczyć, nawet daję darmową próbkę tego, czym promieniuje. Nie zrobiłem jednak tego kroku by wpuścić kogoś trwale do środka, pozwolić wypełnić swoim uczuciem całe moje ciało. Teraz jest tylko ból rozstania, bo mimo wszystko było to swoiste przywiązanie do drugiej osoby. Musieliśmy dzielić kilometry z powodu moich studiów, a nie było to proste, gdy człowiek chce żyć życiem zewnętrznym, nie wirtualnym.

To co definiuje osobowość człowieka to wspomnienia, a trudno budować je żyjąc na taki dystans. Tym trudniej jest, gdy wokół mnie są ludzie, którzy budują mi zupełnie inne wspomnienia, a ja kolekcjonuję je z dużą pasją. Już teraz nawet oddałem plakat z imprezy do zalaminowania i zapewne zwiozę to do domu, przyczepię gdzieś na ścianę. Tutaj spokojnie mam podłoże by powiedzieć sobie, że będę naprawdę dobrze wspominać swoją przeszłość. Zostałem wykastrowany ze wspomnień celowo, teraz więc buduję nowe, a właściwie robię to od lat. Nie mogę już tylko za wspomnienia uważać rany na sercu i noże w plecach, bo to wszystko staje się nieważne im dalej idę w przyszłość. Może właśnie w tym momencie uczę się żyć życiem zewnętrznym, pozbawionym kabli, wtyczek i przycisków. To dobrze dla człowieka, który spędził niemal całe dotychczasowe życie przed komputerem izolując się od społeczeństwa, które zadawało tylko ból i uczyło nienawiści.

Wyjątki od tej normy wciąż szanuję i traktuję jak najlepiej mogę, chociaż nieraz zawiodłem i siebie, i ich. Człowiek nie jest idealny, a gdy patrzy na świat sercem to widzi i odczuwa wszystko, a niekoniecznie umie to perfekcyjnie oddać. Być może o to w tym wszystkim chodzi, lecz nie oznacza to, że nie przestanę próbować dalej dokonać najwyraźniej niemożliwego. Do niedawna jeszcze byłem pewien, że sam nie potrafię spojrzeć do swego serca, jednak najwyraźniej wszystko się zmienia z czasem lub zmęczenie otwiera jakieś magiczne wrota w moim życiu. Niekoniecznie jednak byłbym pocieszony z faktu ciągłego niewyspania, które lata temu było jednak lżejsze do zniesienia niżeli teraz. Niektórzy doszukują się w tym drugiego dna, gdzie mogłoby być przyczyną albo przejmowanie się czymś, albo nadchodzące zmiany. Nie przejmowałem się niczym w tym okresie, więc nie dręczyło mnie to tak po nocach by nie spać. Co do zmian… Mam swoje omeny, lecz na pewno takiego dodatkowego nie chcę.

W walce człowieka i zmian w jego życiu lepiej jednak, by ten właśnie pierwszy był wyspany. Zaśnięcie na arenie możemy uznać jako walkower, a nie o to w tym wszystkim chodzi by przespać życie zmieniające się bardzo gwałtownie. Nie jest w sumie pewien, czy gwałtowność tych zmian nie jest przypadkiem właśnie skutkiem zmęczenia. Może gdy człowiek wyciągnie z siebie więcej sił to te zmiany znów będą następować powoli. Tym bardziej nie jestem pewien, czy chciałbym czekać długo na to wywrócenie wszystkiego do góry nogami… Gdy nastąpi to raz a dobrze to mogę już w spokoju rysować mapę gdzie co się znajduje, zamiast przyjść, poukładać, spróbować przywrócić w dawny ład. Tak żyje mi się lepiej, ponieważ życie wydaje się być wtedy pełne przygód, a niektórzy znajomi wypominają mi, że nie mam prawa do nudzenia się w życiu.

Dzieje się wiele, a ja jednak chciałbym więcej czasem. Nie, że lubię być przypartym do muru, ale człowiek wie wtedy, że nie prowadzi zwykłego życia. Monotoniczność została mi już raz zarzucona, chociaż być może autorka tego zarzutu nie była świadoma czego nie dostrzega. Oka ani jednego, ani drugiego nie oddam, a i żadnym z nich nie zobaczy świata takiego, jakim ja go widzę. Widzę go jednak w barwach zbyt starych, a i może właśnie przeszłość mnie woła bardziej do siebie niżeli przyszłość ciągnie do przodu. Nie odnajdę tu swego istnienia, ale to nie znaczy, że czuję się z tym źle i nie zbuduję dobrych wspomnień. Ciekawy jestem czy tutaj ktoś trafi do mojego serca, stanie się tym wyjątkiem od reguły, a gdy następnym razem spojrzę w serce, to powiem sobie w duchu „Jestem szczęśliwy.”.